Simsomaniak Center Forum Strona Główna

 Ogłoszenie 
Informacje o nowym dodatku „The Sims 3: Po Zmroku” znajdziecie TUTAJ

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Nicky
06-03-10, 12:59
Endorfina

By uniknąć zbędnych tematów, nie tracić czasu na pisanie, jeśli inne są oczekiwania etc pytanie jest takie: czy to opowiadanie powinno być kontynuowane, czy przerwane? Tylko serio, bez kitu. Szczerze.
Kontynuowane
28%
 28%  [ 2 ]
Kontynuowane, ale to nie przeszkadza innemu oposowi
57%
 57%  [ 4 ]
Przerwane
14%
 14%  [ 1 ]
Głosowań: 7
Wszystkich Głosów: 7

Autor Wiadomość
Joaś 
The Best of the Best
Szczęściara



Pomogła: 80 razy
Wiek: 24
Dołączyła: 26 Sie 2007
Posty: 2853
Skąd: z Nieba dla Demonów
Wysłany: 16-01-10, 10:50   

Ha! To było dobre. Jestem Ciekawa, czy Mike nadal kocha Joanne chociaż ona go nie kocha. "Jeśli ona ma być szczęśliwa to i on będzie, choćby miał być tylko jej cieniem, przyjacielem u jej boku."
I coraz ciekawszy jest ten motyw z tym mordercą. Bo ta "Joanna" to nasza Joanna ma się rozumieć? Hm... Ktoś z bliskiego otoczenia...

A ja nie czytam z muzyką, bo albo mi przeszkadza i nie mogę się skupić, albo te emocje wywołane dzięki niej mogą okazać się fałszywe ;p

Ile trwa ta Twoja sesja? xd
A tak w ogóle to, czy tworzyłaś bohaterów na wzór kogoś, np. z Twojego otoczenia?
_________________
GUŚLARZ
A czegoż potrzeba dla duszy,
Aby uniknąć katuszy?
Czy prosisz o chwałę nieba?
Czy o poświęcone gody?
Jest dostatkiem mleka, chleba,
Są owoce i jagody.
Mów, czego trzeba dla duszy,
Aby się dostać do nieba?


<wspomina scenkę którą odegrała> Uwielbiam! <3
 
 
 
%Souri5 
SCdownload Creator



Pomogła: 151 razy
Wiek: 26
Dołączyła: 27 Kwi 2009
Posty: 1319
Skąd: jesteś? :D
Wysłany: 16-01-10, 11:23   

Ta kursywa na końcu jest przypadkowa, czy cały fragment taki ma być? :P
W każdym bądź razie... Zaskok, jak znalazł tą Jo xd Masakra...
Odcinek świetny, chociaż teraz już nie wiem kto może być tym gwałcicielem-mordercą, zamieszałaś, babo, mi w bani XD
Czekam na kolejne :d
_________________

errare humanum est
 
 
Nicky 
The Best of the Best
Łowca Dusz



Pomogła: 54 razy
Wiek: 28
Dołączyła: 28 Wrz 2006
Posty: 1233
Skąd: z odległej galaktyki
Wysłany: 16-01-10, 16:03   

Souri5 napisał/a:
Ta kursywa na końcu jest przypadkowa, czy cały fragment taki ma być?

Cały fragment? Chodzi Ci o zdanie: "Dzisiaj będziesz gwiazda"? Tak, jest wyszczególnione kursywą, bo w ten sposób odznaczam jego myśli, w sensie, staram się by ten fragment był zupełnie inny od reszty ;p W innym klimacie.
Ten morderca- oczywiście, zamieszanie celowe, osoba z otoczenia, która się zna z naszymi bohaterami, może być jednym z nich, ale wcale Wy nie musicie go jeszcze znać. Ale obiecuję że postaram się mącić jeszcze bardziej ;p

Joaśka napisał/a:
Bo ta "Joanna" to nasza Joanna ma się rozumieć?

Tak Jo, jest właśnie tą Jo. Nie odważyłabym się wprowadzać dwóch bohaterek o tym samym imieniu, nie mam na tyle umiejętności żeby wprowadzać umiejętnie taki chaos.

Joaśka napisał/a:
Ile trwa ta Twoja sesja?

Jak dobrze pójdzie i zdam wszystko w zerówkach to z koncem stycznia koniec sesji. Jeśli nie, ale zaliczę w I terminach to ferie mam od 8 lutego. Jesli nie, w co wątpie ;p, to niestety do końca lutego. Ale terminy są plastyczne bo jedno mogę zdać od razu, a drugie nie ;p Chodzi mi po prostu o to, że mam jeszcze 3 odcinki w zanadrzu i muszę coś napisać na zapas, a nie jestem pewna, czy ten odcinek, który jest następny nim właśnie będzie, bo mogę go umieścić gdziekolwiek indziej- stąd też wątpliwości. ALE SIĘ OGARNĘ ;p

Cytat:
A tak w ogóle to, czy tworzyłaś bohaterów na wzór kogoś, np. z Twojego otoczenia

To ciekawe pytanie ;p Odpowiedz też jest złożona, tylko nie wiem, czy mogę wszystko napisać. Niektórzy z moich bohaterów są w mniejszym lub większym stopniu podobni do kogoś(niekoniecznie z mojego otoczenia)- Mike czy Chester, Megan(moja kumpela ze studiów), nie są odwzorowane w 100%, ale przejęłam najbardziej interesujące mnie rzeczy- u Michaela była to jego artystyczna dusza- wokalno-plastyczne uzdolnienia, totalna wszechstronność(zaimponowało mi to do takiego stopnia, że nie potrafiłam się temu oprzeć), czy imiona, fragmenty życiorysu, Chester wyłącznie wizualnie, Megan z charakteru. Reszta bohaterów jest raczej skutkiem moich fantazji, trudniej jest przedstawić taką postać jak Brian, która jest zupełnie neutralna, raz dobra raz zła, złożona- niż Michael, ewidentnie dobra(przynajmniej do tej pory ^^), czy "zła"- Chester(przejawia więcej negatywnych cech, niż pozytywnych).
Joanne jest dla mnie o tyle fascynująca, że z początku starałam się zaszufladkować ją i przypisać jej cechy, które wcześniej były dla mnie typowe dla Ciebie, Joaś. Od razu czułam, że szykuje się genialne zestawienie- Megan z Joanne, czy Joanne z Anną. Jednak przyznam, że coraz mniej zaczynam tę postać kontrolować, coraz bardziej mi się wymyka, idąc swoim własnym torem (;

Joaśka napisał/a:
To było dobre. Jestem Ciekawa, czy Mike nadal kocha Joanne chociaż ona go nie kocha.

No typologię miłości Michaela będę wciąż rozwijać, aczkolwiek będzie przechodziła różne ciekawe metamorfozy- mam nadzieję, że z korzyścią dla czytelnika- będą interesujące. A ta sytuacja to jeszcze nie jest skończona ;p

Dzięki, że tak szybko przeczytałyście, łooooo, generalnie zdziwiłam się trochę ;p Ale bardzo się cieszę (;
_________________
Chcesz wrzucić gdzieś swoje opowiadanie? Wejdz na http://podziemieopowiadan.pl/forum/index.php
awangarda
 
 
 
Bura 
Król SB
Zajebistocud



Ulubiony Dodatek TS2: Zwierzaki
Ulubiony dodatek TS1: Abrakadabra
Pomógł: 48 razy
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 1121
Skąd: Glasgow
Wysłany: 21-01-10, 00:09   

Cytat:
Souri5 napisał/a:
Ta kursywa na końcu jest przypadkowa, czy cały fragment taki ma być?

Cały fragment? Chodzi Ci o zdanie: "Dzisiaj będziesz gwiazda"? Tak, jest wyszczególnione kursywą, bo w ten sposób odznaczam jego myśli, w sensie, staram się by ten fragment był zupełnie inny od reszty ;p W innym klimacie.
Ten morderca- oczywiście, zamieszanie celowe, osoba z otoczenia, która się zna z naszymi bohaterami, może być jednym z nich, ale wcale Wy nie musicie go jeszcze znać. Ale obiecuję że postaram się mącić jeszcze bardziej ;p


Nie, myśli Michaela są zaznaczone kursywą też. Tzn. przynajmniej ja to zauważyłam, bo kursywa na tego psychola to już sprawa oczywista.

Podobało mi się, typowe też wtłoczenie katalizatora w sytuację, biedny Michael :D.

E, napisałabym więcej, ale brzuch mnie boli i nie mogę usiedzieć, wybacz :D. Potem dopiszę coś.
 
 
 
Nicky 
The Best of the Best
Łowca Dusz



Pomogła: 54 razy
Wiek: 28
Dołączyła: 28 Wrz 2006
Posty: 1233
Skąd: z odległej galaktyki
Wysłany: 21-01-10, 08:51   

Bura napisał/a:
Nie, myśli Michaela są zaznaczone kursywą też. Tzn. przynajmniej ja to zauważyłam, bo kursywa na tego psychola to już sprawa oczywista.

No tak, w ogóle myśli zaznaczam kursywą, ale w tym fragmencie te myśli pojawiają się często (;

Cytat:
Podobało mi się, typowe też wtłoczenie katalizatora w sytuację, biedny Michael :D .

Ale z pewnością szybko znajdzie kogoś, kto go pocieszy, a Jo... Hm... ^^
_________________
Chcesz wrzucić gdzieś swoje opowiadanie? Wejdz na http://podziemieopowiadan.pl/forum/index.php
awangarda
 
 
 
Nicky 
The Best of the Best
Łowca Dusz



Pomogła: 54 razy
Wiek: 28
Dołączyła: 28 Wrz 2006
Posty: 1233
Skąd: z odległej galaktyki
Wysłany: 26-01-10, 13:19   

Odcinek 18
Człowiek z marmuru
Sobota.



Joanne usiadła obok Chestera, który palił jointa. Poprawił swoje kwadratowe okulary i westchnął.
-I co teraz?- spytała Jo. Zaczesała włosy za ucho i spojrzał na brata, którego twarz była zupełnie obojętna. Brian przetarł oczy dłonią i westchnął głośno.
-Generalnie to należy zebrać zespół, święta tuż tuż, a my nie mamy kapeli. Brad grał kiedyś na basie, ale ledwo wyszedł ze szpitala, Mike mógłby rapować i grać na gitarze, ale jego też nie ma…- zaczął Chester, a głowa opadła mu na poduszkę.
-Ale mnie właśnie chodzi o Michaela, co z nim mamy zrobić?!
-Nie wiem, gdzie on może być.- mruknął Brian. Wpatrywał się beznamiętnie w duże słuchawki Chestera, które leżały i nagle drgnął, bo Ches beznamiętnie mruknął:
-Ja wiem. Od początku podejrzewam, że tam może być.
-CO?!
Joanne wstała i zrobiła się purpurowa na twarzy. Zacisnęła pięści i spojrzała zdenerwowana na swojego brata. Ten uniósł głowę do góry i posłał jej pytającą minę.
-Cały czas wiedziałeś i nam nie powiedziałeś?!- krzyknęła wściekła.
-No co?- spytał patrząc na oboje swoich przyjaciół. Mieli bardzo niezadowolone miny- Jeśli Mike nie chce być znaleziony to nie będziemy go szukać, proste- skwitował.
-Nie chodzi o to, czego on chce! Policja go szuka, rodzice się martwią, my go potrzebujemy!- Joanne opadła bezwładnie na fotel nie wierząc w to co usłyszała. Z tych nerwów zakręciło jej się w głowie.
-Właśnie o to chodzi, czego chce Mike- Chester zgasił jointa i spojrzał na nich poważnie.- Nie bądź egoistką- skwitował i przewrócił oczami tak, jakby zupełnie go to nie obchodziło.
-JA EGOISTKĄ?!- wrzasnęła Jo, a Brian objął ją mocno w pasie i próbował unieruchomić, a wyrywała się, jakby mieli ją zaraz obdzierać ze skóry. Wymachiwała rękami by dosięgnąć Chestera i mocno nim potrząsnąć- Gdzie on jest?! Gadaj!
-Nie powiem, nie ma szans- obruszył się i zamknął oczy.
-To idź do niego sam, przekonaj go żeby wrócił.
Chester spojrzał na Joanne z niedowierzaniem. Pokręcił przecząco głową i wstał. Podszedł do biurka, założył duże słuchawki na uszy i załączył swoją ulubioną muzykę, a Brian i Jo spojrzeli po sobie.


******


-Zejdź ze mnie!
-Chyba żartujesz, cha cha cha!
Megan wybuchnęła panicznym śmiechem, poczym zakryła Michaelowi oczy. Mocno ścisnęła udami jego talię i niczym na koniu zacmokała. Cienkim patykiem uderzyła go mocno w biodro, aż zasyczał z bólu i krzyknęła coś w stylu: „no dalej rumaku”. Michael zrzucił ją z siebie i wymierzył kpiące spojrzenie. Dziewczyna szybko podniosła się z ziemi, udała, że strzepuje z ramion „nibykurz” i zrobiła obrażoną minę.
Nagle drzwi piwniczki przed nimi otworzyły się, a w nich stanął wysoki ciemnoskóry mężczyzna z brodą. Poprawił swój złoty łańcuch i wszedł po schodach na ulicę. Obok niego stanęło dwóch innych czarnych gangsterów. Megan spoważniała i zwróciła się do mężczyzny ze złotym łańcuchem na szyi:
-Coś się stało, Suge?
-Pain, Twój kolega świetnie się spisał- Spojrzał na Michaela.- Jak wrócę to porozmawiamy o Tobie- zwrócił się do ciemnowłosego. Mężczyźni minęli Michaela i Megan i zniknęli za zaułkiem.
-Pain?- powtórzył Mike, jakby z całej tej wypowiedzi najbardziej właśnie ta drobnostka utkwiła mu w pamięci.
-Każdy w gangu ma swój pseudonim- odpowiedziała i złapała go za rękę, ciągnąc za sobą jak jakąś szmacianą lalkę. Mike wyszarpał się i dorównał jej kroku-Od nazwiska, no i nie tylko- mruknęła, zerkając na ciemnowłosego ukradkiem- Megan Paine- odpowiedziała w końcu.
-Spodobało im się moje graffiti, to znaczy, że mnie przyjmą?
-Jeśli Suge poszedł zwołać ekipę na strzelankę to pewnie tak. Cóż, jeśli będzie sieka to twój umięśniony tyłek na tym skorzysta- powiedziała i zachichotała, a Mike znów wymierzył jej spojrzenie.
-Nigdy mi nie powiedziałaś, co robiłaś w gangu i dlaczego odeszłaś.- Mike co chwilę pytał chaotycznie ciągle o coś innego, jakby do głowy przychodziło mi miliard różnych myśli. Patrzał na nią niepewnym wzrokiem, próbując rozszyfrować, jednak głupie miny dziewczyny wytrąciły go z równowagi.
Mike zatrzymał się i chwycił Meg za rękę, tak by odwrócić ją do siebie
-No mów!
-Byłam slamerką- odpowiedziała w końcu, patrząc mu w oczy.
-Slamerką?
-No chodziłam do klubów i walczyłam z ludźmi, nawet z Cripsami na słowa…
-Tak, ja wiem, co to znaczy- Mike podrapał się po głowie-Ale nie znam dziewczyny, która brałaby w czymś takim udział.
-A widziałeś kiedyś laskę, co na twarzy ma maskę i choć słodko wygląda, dziwnie na Ciebie spogląda, bo członkiem gangu była i się tego wstydziła?- zarapowała dziewczyna, przybierając poważny wyraz twarzy i bujając się na boki.
-A jeśli powiem prawdę Ci, to czy uwierzysz mi, że nigdy nie spotkałem, takiej laski nawet nie miałem!
-He He, nieźle, młody- zachichotała znowu Megan kryjąc dłonią usta. Mike popchnął ją delikatnie i pokręcił głową, uśmiechając się pod nosem- Nic wstydliwego, nie wiem czemu od razu nie chciałaś powiedzieć.
Dziewczyna wzruszyła ponuro ramionami i uśmiechnęła się łobuzersko pod nosem.
-Zabiorę Cię w fajne miejsce.
Mike zerknął na nią niepewnie, zastanawiając się do czego zmierza, ale Meg zrobiła oczy jak spodki i uśmiechnęła się słodko. W tej chwili wyglądała jak mała, niewinna dziewczynka. Ta poza nie trwała jednak długo, bo gdy Mike stracił czujność zmarszczyła brwi, zrobiła cwaniacką minę i ręką uderzyła Michela w bark, rzucając tekstem:
-Ej, Zaj*ebać Ci?- poczym uciekła z miejsca zbrodni jak przestępca.
Mike otworzył szeroko oczy ze zdumienia, zupełnie nie wiedząc co się dzieje, a po starej, biednej kamienicy rozniosło się echo dzikiego i nieopanowanego śmiechu dziewczyny.

******


Karen, trzymając Brada pod ramię zamknęła drzwi nogą i oboje poszli do dużego pokoju. Chłopak usiadł powoli na fotelu i zmarszczył brwi, bo znów zabolała go rana na brzuchu. Gdy już usadowił się wygodnie, spojrzał na swoją dziewczynę z uśmiechem i wyciągnął do niej rękę. Chwyciła ją i usiadła obok niego. Brad uśmiechnął się delikatnie i spojrzał w jej duże zielonkawe oczy.
-Teraz już będzie inaczej wiesz?- spytał. Dziewczyna pogładziła go dłonią po policzku.
-Cieszę się.
-Dużo się ostatnio zmieniło, myślę… że ja się zmieniłem.
Spuścił wzrok, ale wciąż pogodnie się uśmiechał, tak jakby był wdzięczny losowi za to go tak ukarał, bo dzięki temu zrozumiał, co jest naprawdę ważne. Pogłaskał je płaski brzuch i uśmiechnął się jeszcze szerzej. Widząc to Karen wzruszyła się i objęła go mocniej.
-Bardzo cię kocham, Brad.
Chłopak oparł głowę na jej ramieniu i zamknął oczy. Miał już za sobą te wszystkie trudne chwile, teraz będzie tylko lepiej. Musi być.

******


-Gdzie my jesteśmy?- spytał Mike, wchodząc do ciemnego pomieszczenia, w którym unosił się zapach alkoholu i papierosów i brzmiał dudniący bas. Dziewczyna chwyciła go za rękę i pociągnęła za sobą w kierunku bladych świateł. Mike co chwilę potykał się o coś lub ktoś przechodząc zahaczał o jego szerokie barki.- To jest jakiś pub?
-To jest jeden z klubów Mariona. Tu zaczynałam- Spojrzała na niego i uśmiechnęła się. Za chwilę jednak zniknęła między ludźmi, a Mike zaklął w duchu, ze ją zgubił wzrokiem. Poszedł przed siebie, ale za chwilę ktoś pociągnął go za łokieć w bok- No idziesz?
Megan nagle rzuciła się jakiemuś mężczyźnie w ramiona i z krzykiem go przywitała ochoczo. Mike zmarszczył brwi i zmierzył go wzrokiem. Był to wysoki ciemnoskóry mężczyzna, w szerokiej bluzie z kapturem, przypominający Jacoba.
-Ryu, to jest Mike- powiedziała , odwracając się do chłopaka.
Obaj uścisnęli sobie dłonie. Mike wymierzył mu surowe spojrzenie, choć sam nie wiedział, dlaczego jest wobec niego taki nieufny.
-Przyszliśmy trochę powalczyć, między sobą- powiedziała uradowana i klasnęła w dłonie, a Mike spojrzał na nią jak na idiotkę, zupełnie nic nie rozumiejąc.
-Dobra, zaraz was zapowiem- powiedział chłopak i klepnął Michaela w ramię- Uważaj na nią, jest całkiem niezła.
-W co ty nas pakujesz?- spytał, odwracając do siebie szczęśliwą Megan. Dziewczyna wyszarpała się i pokręciła karkiem, aż strzeliły jej kostki.
-Zobaczymy jaki z ciebie dobry raper, psie.
Ciemnoskóry chłopak wyszedł na scenę i uciszył krążących pod sceną ludzi.
-Pamiętacie Pain?- Tłum zagwizdał- Przyprowadziła ze sobą kolegę na pojedynek- Tłum znów zawiwatował. Mike spojrzał na Meg i posłał jej karcące spojrzenie.
-Chyba żartujesz, nie ma mowy!
-Chodź, mięczaku!- powiedziała rozbawiona dziewczyna, ciągnąc go za rękę na scenę.
W głośnikach zabrzmiały potężne beaty i basy, a Megan wzięła mikrofon, leżący na ziemi i zagwizdała.
-Widzicie tego dużego dzieciaka, który wygląda na mięczaka, mieszka sobie w Bevery Hills, to chociaż stąd masę mil, jemu się wydaje, że prawdziwe życie w kość nie daje, nie takim jak on, nie takim jak on!- krzyknęła, a tłum nagrodził ją gwizdami i krzykami.
Miek poczuł ciarki na plecach. Przełknął głośno ślinę i rozejrzał się dookoła. Zdawało się, że wszystkie twarze były zwrócone na niego. Megan założyła ramię na ramię i zmierzyła go kpiąco wzrokiem, prowokując do walki. Był pewien, że nie uda jej się, nigdy nie reagował na jakieś zaczepki, ale musiał pokazać tej psychicznej ulicznicy gdzie jej miejsce. Mike wziął drugi mikrofon i przyłożył go do ust. W głośnikach popłynął jego donośny, ale melodyjny głos:
-A ty uliczna dziewczyno, myślisz, że czegoś takiego jeszcze na świecie nie było, zdaje ci się, że jesteś super fajna, ale bez kitu, na serio, jesteś strasznie marna, choć łapiesz ten beat, twój glos to jeden wielki zgrzyt, brak ci talentu, który mam ja!
Pod sceną gromadziła się coraz większa publiczność. Riposta Michaela okazała się na tyle cięta, że znalazła poparcie u słuchaczy. Po sali rozniosły się gwizdy.
-Powiedz mi chłopcze drogi, czemu rzucasz sobie kłody pod nogi, powal mnie tekstem na kolana, tak żebym to zrozumiała i była potem zlana, powiedz im coś czego oni nie wiedzą, bo właśnie po to przyszli i tutaj siedzą, chcą wysłuchać nowego brzmienia, nowej muzy z Twojego własnego podziemia.
-Mówiłem o tym, że chciałbym wygrać świat, a chciałbym wytrwać wśród was! – wskazał na publiczność, która znów zawyła-Wszyscy z ulicy, etos blokowych wyobrażeń, każdy z was na ulicy tylko szuka wrażeń, mam wrażenie, że spotkałem się już z tym obrazem, a to wrażenia dają szansę na spełnianie marzeń!
Mike bujał się na boki do rytmu i gestykulował jedną ręką bardzo zwinnie i szybko. Megan skakała po scenie i również bujała się, wyglądając na taką, która ma znacznie większe obycie ze sceną niż on.
- Ja za was skoczyłabym w ogień- stwierdziła, kiwając pewnie głową- Ale tu potrzebna jest pomoc na co dzień. Chcę wygrać wszystko, już nie wystarczy wytrwać! Smutne miejsca, w nich biją brudne serca, lubię takie przejścia!- zaśmiała się, słysząc zmianę beatu i chciała kontynuować, ale Mike się wtrącił:
-Łatwe życie uzależnia! Martwe przedmieścia! Bevery Hills, to mój świat niestety, królestwo tandety, a Ty myślisz, że wysmakowany przepych. To mój świat, przepowiedziany w przypowieściach. Wy możecie wszystko, a nie potraficie odejść z tego miejsca!
-Mamy wszystko stąd, a prosimy o jeszcze! Dali nam serce, organ potrzebny by cierpieć! Poznaj nocnych marków- Wskazała na coraz większy tłum, który gromadził się pod sceną- Flaszkę obalamy w parku, cały ciężar niesiemy na barku. Nie marnuj czasu, bo to co zostało tak naprawdę, to nadzieja, ze mam kilka wcieleń, grając w „rap grę”. Na smutno dzisiaj wypijemy tą butelkę, za życie, którego nikt z nas nie trzyma w ręce!
-Wyjrzyj przez okno, wszyscy, którzy dotkną ulicy, mokną. Mokre ulice, ten deszcz wypływa z nas, przepych mas, rozpadało się na dobre, tak! Bo to eden, który ucieka przez szpary w drzwiach, ciskając nam wszystkim w oczy piach!
Tłum zaryczał, a Megan odsunęła mikrofon i spojrzała z dumą na Michaela. Pokręciła głową i rzuciła mu się na szyję. Pocałowała go w policzek i mimo skandującego ich imiona tłumu szepnęła do ucha:
-I tak jesteś beznadziejny.
Nagle w drzwiach pojawił się Suge, w czerwonej marynarce, a obok niego stało dwóch potężnych osiłków. Klasnął w dłonie, a wszyscy ucichli i spojrzeli w jego kierunku. Megan puściła Michaela i zerknęła w kierunku drzwi. Uśmiechnęła się delikatnie i spuściła wzrok.
-Brawo!- powiedział głos. Zbliżył się do sceny, a jego twarz oświetliły słabe reflektory. Na jego zarośniętej twarzy pojawił się delikatny, krzywy uśmiech- Witamy w szeregach panie Mayers.- Wyciągnął ku niemu rękę i nakazał mu iść za sobą. Megan cichutko pobiegła za nimi i wyjrzała przez szparę w drzwiach. Opuścili klub. Marion Knight poklepał Michaela po ramieniu i powiedział poważnie:
-Od dzisiaj będziesz nie tylko naszym graficiarzem, ale artystą i slamerem. Masz głowę, ale i serce. Będziesz teraz występować w moich najlepszych klubach.
Megan nie wytrzymała z radości i wybiegła na ulicę i rzuciła się z krzykiem na Michaela:
-Meiji!
-Co?- zaśmiał się Michael, odsuwając się od dziewczyny.
-Tak będziemy na Ciebie wołać, mój mały, niegrzeczny Japońcu- zachichotała i chwyciła go za policzki jak dziecko. Marion również zaśmiał się cicho i spojrzał na swoich obojętnych ochroniarzy i zwrócił do Meg.
-Ty też do nas wracasz, bo masz na niego dobry wpływ. To rozkaz- Jego donośny głos zabębnił w uszach Michaela przeraźliwym echem. Potrząsnął głową i spojrzał na koleżankę. Jego oczy zabłysły blaskiem. W końcu osiągnął to, czego chciał. Teraz pozostała mu zemsta, na Cool-Tim.
Ironio losu
Strzał. Dwaj czarnoskórzy mężczyźni zasłonili Mariona pochylając jego głowę w ku ziemi.
-Cripsi!- ktoś krzyknął. Megan chwyciła za rękę Michaela, który pochylił się szybko i odwrócił się za siebie, by zobaczyć, kto jest na tyle szalony, ze do nich strzela. Nagle Marion włożył mu broń do ręki i schował się za metalowym koszem na śmieci. Wycelował przed siebie i oddał kilka strzałów. Dwaj gangsterzy zrobili to samo. Michael przez chwilę wpatrywał się w pistolet z szeroko otwartą buzią, ale nagle jego uszu dobiegły kolejne głuche dźwięki. Podniósł wzrok i zobaczył wyłaniającą się z mgły kobiecą postać. Szła pewnie do przodu, wyciągając ręce przed siebie z wycelowaną w niego klamką. Mike zdążył zarejestrować tylko błysk kłów Tamary, wyłaniających się z szyderczego uśmiechu bo po chwili zniknęła mu z oczu i padł kolejny strzał.
-Mike, padnij!- krzyknęła Megan. Mike cofnął się kilka kroków szybko szukając wzrokiem Tamary, wymierzył pistolet w ciemną, przepastną otchłań i gdy coś błysnęło kilkanaście metrów przed nim nacisnął za spust.
_________________
Chcesz wrzucić gdzieś swoje opowiadanie? Wejdz na http://podziemieopowiadan.pl/forum/index.php
awangarda
 
 
 
Bura 
Król SB
Zajebistocud



Ulubiony Dodatek TS2: Zwierzaki
Ulubiony dodatek TS1: Abrakadabra
Pomógł: 48 razy
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 1121
Skąd: Glasgow
Wysłany: 26-01-10, 23:29   

Łooo, Nicky, świetny odcinek!
Do rapowania nawet dodawałam sobie w myślach bit, niezmiernie fajny flow! Chyba mój ulubiony odcinek jak do tej pory. Nie mam nic więcej do dodania.

Troszkę jednak denerwuje mnie ustawienie stylistyczne tekstów na tym forum, nie widać tabulatorów (akapitów naczy), oddzieleń między wypowiedziami (Enter). Ale to nie twoja wina :D.
 
 
 
Nicky 
The Best of the Best
Łowca Dusz



Pomogła: 54 razy
Wiek: 28
Dołączyła: 28 Wrz 2006
Posty: 1233
Skąd: z odległej galaktyki
Wysłany: 28-01-10, 10:04   

Bura napisał/a:
Troszkę jednak denerwuje mnie ustawienie stylistyczne tekstów na tym forum, nie widać tabulatorów (akapitów naczy), oddzieleń między wypowiedziami (Enter). Ale to nie twoja wina :D .

Mogę oddzielać akapity albo ręcznie, albo enterami, jeśli przeszkadza, dla mnie to nie problem. Ale fakt, lepiej byłoby gdyby istniało coś takiego jak tab ;d

Bura napisał/a:
Łooo, Nicky, świetny odcinek!
Do rapowania nawet dodawałam sobie w myślach bit, niezmiernie fajny flow! Chyba mój ulubiony odcinek jak do tej pory. Nie mam nic więcej do dodania.

Ooo dzięki ;d Powoli, powolutku idę w tym kierunku, ale zobaczymy co z tego wyjdzie (;
_________________
Chcesz wrzucić gdzieś swoje opowiadanie? Wejdz na http://podziemieopowiadan.pl/forum/index.php
awangarda
 
 
 
Joaś 
The Best of the Best
Szczęściara



Pomogła: 80 razy
Wiek: 24
Dołączyła: 26 Sie 2007
Posty: 2853
Skąd: z Nieba dla Demonów
Wysłany: 04-02-10, 08:23   

No, jak zwykle, coś się zaczyna dziać, napięcie rośnie, a Ty już kończysz. Jeju.

Mnie też się podobało, tylko nie powiedziałabym, że to najlepszy odcinek, chyba ze względu na proporcje: mega dużo miejsca dla Michaela i tyciut dla pozostałych. To już wolałabym, żeby wszytko było o jednej osobie, bo tak to czuję niedosyt.
_________________
GUŚLARZ
A czegoż potrzeba dla duszy,
Aby uniknąć katuszy?
Czy prosisz o chwałę nieba?
Czy o poświęcone gody?
Jest dostatkiem mleka, chleba,
Są owoce i jagody.
Mów, czego trzeba dla duszy,
Aby się dostać do nieba?


<wspomina scenkę którą odegrała> Uwielbiam! <3
 
 
 
Nicky 
The Best of the Best
Łowca Dusz



Pomogła: 54 razy
Wiek: 28
Dołączyła: 28 Wrz 2006
Posty: 1233
Skąd: z odległej galaktyki
Wysłany: 06-02-10, 12:19   

Joaśka napisał/a:
mega dużo miejsca dla Michaela i tyciut dla pozostałych

Wiem, ale ten odscinek miał się skupiać na Mike'u, a wstawka innych, miała być tylko zaznaczeniem, że oni też coś robią, istnieją, myślą nad tym, żeby potem nie wyskoczyć z czymś jak Filip z konopii, że na przykład w ogóle się nie martwili, w ogóle o czymś nie myśleli. Ale następny odcinek będzie o czymś innym.

Cytat:
No, jak zwykle, coś się zaczyna dziać, napięcie rośnie, a Ty już kończysz. Jeju.

Ale to co, nie przerywać? kończyć jakieś zdarzenie i zamykać odcinek?
_________________
Chcesz wrzucić gdzieś swoje opowiadanie? Wejdz na http://podziemieopowiadan.pl/forum/index.php
awangarda
 
 
 
_joanne 
Najsympatyczniejszy User



Pomogła: 56 razy
Dołączyła: 14 Sty 2007
Posty: 2288
Skąd: stąd nie widac.
Wysłany: 08-02-10, 12:04   

Nicky napisał/a:

Ale to co, nie przerywać? kończyć jakieś zdarzenie i zamykać odcinek?

Nie, nie, nie ! Rób jak robisz, wtedy jest wg mnie ciekawiej i potem kolejny odcinek czyta si z wypiekami na twarzy i wielkim bananem .^^

Podoba mi się Twój styl pisania i czytam każdy odcinek, a nie komentuje, bo powtarzałabym się, a to złe :c Z każdym rozdziałem robi się coraz ciekawiej. I zawsze jest dużo akcji i coś się dzieje (:
_________________
sto tysięcy dni albo sto tysięcy sekund przede mną, to wieczna niespodzianka w życiu nie ma nic na pewno.
 
 
Nicky 
The Best of the Best
Łowca Dusz



Pomogła: 54 razy
Wiek: 28
Dołączyła: 28 Wrz 2006
Posty: 1233
Skąd: z odległej galaktyki
Wysłany: 14-02-10, 11:46   Odcinek 19

Po krótkiej przerwie w pisaniu z powodu sesji wrzucam jeszcze stary odcinek, który niczego nie wnosi, ale jest mi potrzebny, a i Wam się przyda, może jako wyjaśnienie kilku rzeczy. Kolejny odcinek nie będzie o Michaelu, więc Ci, którzy mają go już trochę dość doczekają się w końcu czegoś innego. Jest on w trakcie pisania i myślę, że wrzucę go całkiem niedługo, jeśli tylko mój post nie okaże się ostatnim.
Tutaj jeszcze wrzucam muzykę, jak zwykle, przy której pisałam i która akuart mnie nastrajała, więc można przesłuchać przed po lub w trakcie jeśli ktoś lubi lub potrzebuje pomocy, by złapać ten nastrój, który staram się przekazać: Muzyka do odcinka
Enjoy


Odcinek 19
Niewidzące oko.


Mike 12.10.2007 15:16
Jooooooooo, znowu zgubiłem Twoje notatki ;/
_____________________________________________________
Jo ;* 12.10.2007 15:17
Mickey! Jaki Ty jesteś nieodpowiedzialny… weź coś zrób ze sobą.
_____________________________________________________
Mike 12.10.2007 15:17
Przepraszam : ( ;*
_____________________________________________________
Jo ;* 12.10.2007 15:18
Poszukaj ich jeszcze, na pewno je znajdziesz gdzieś między nutami. Btw jak tam Twoje lekcje gry na pianinie?
_____________________________________________________
Mike 12.10.2007 15:18
Nie będę już na nie chodził, będę grał na gitarze. Pianino, klawisze, mam to już gdzieś.
_____________________________________________________
Mike 12.10.2007 15:18
Kurde, Jo, muszę spadać, bo Jason ma przedstawienie w szkole. Wystawiają Makbeta i mają próbę.
_____________________________________________________
Jo ;* 12.10.2007 15:19
O kurde! To fajnie. Kogo gra Jay?
_____________________________________________________
Mike 12.10.2007 15:20
No jak to? Banko! Moja kreeeeew! Teraz naprawdę muszę lecieć, ojciec chce żebym ich zawiózł!
_____________________________________________________
Jo ;* 12.10.2007 15:20
No to super, poćwiczysz trochę jazdę, bo ledwo co zdałeś prawko, a już dostałeś samochód i to jaki! Trzymaj się ciepło, pozdrów brata i uważaj na siebie ;*
_____________________________________________________
Mike 12.10.2007 15:20
Dzięki ^^ Już tęsknię ;* ;*
_____________________________________________________


-Michael, nie zapomnij zabrać dokumentów!- pogroziła Kim, opierając się o futrynę. Miała splecione ręce na piersiach, ale uśmiechała się szeroko. Wysoki mężczyzna o kruczoczarnych lśniących włosach i ciemnych skośnych oczach podszedł do niej i objął ją w pasie. Uśmiechnął się delikatnie i pocałował ją w koniuszek nosa. Stanął obok i chwycił kobietę za rękę.

Nagle po długich schodach zbiegł szybko niski szczupły chłopak z rozwichrzoną ciemną czupryną. Miał w ręce reklamówkę, z której wystawał granatowy rękaw. Czternastoletni chłopak założył trampki i stanął przy drzwiach.
-No, Mike! Pospiesz się, bo znowu się spóźnię!
-Już idę!- krzyknął ciemnowłosy, schodząc ze schodów.

Kim ucałowała swoich synów, a następnie pogłaskała mężczyznę po policzku.
-Leslie, kup kurczaka na kolację, dobrze? Zrobię potrawkę.
-Oczywiście, jak zechcesz- Pocałował żonę i wyszedł na podwórko- No wsiadaj. Jason, od dziś mamy szofera!- zaśmiał się, wsiadając do dwuletniego Mustanga.
-Średnio śmieszne- prychnął Mike, ale uśmiechnął się pod nosem. Bardzo cieszył się, że był już na tyle dorosły i samodzielny, że mógł prowadzić samochód. Teraz mógł robić zupełnie to, na co miał ochotę. W końcu miał te szesnaście lat.

Mike zapiął pas i przekręcił kluczyk w stacyjce. Wrzucił bieg i ruszył spokojnie z podjazdu. Wyjechał przed szeroką bramę na ulicę i dodał gazu. Zmienił bieg na wyższy i rozsiadł się w fotelu. Czuł, że samochód jest jego przeznaczeniem. Kierowało się nim tak łatwo i przyjemnie, że musiał mieć to we krwi.
-Zwolnij trochę- poprosił go ojciec. Poklepał syna po ramieniu i uśmiechnął się. Wyczuwał, że Michaelowi podoba się jego nowa rola, rola kierowcy.
-Tato, czy ten guzik nie powinien być przyszyty?- spytał Jason, odpinając pas i przysuwając się bliżej środka. Mężczyzna odwrócił się do tyłu i dwoma rękami ujął rękaw marynarki, w której miał wystąpić jego syn. Odsunął ją na odpowiednią odległość ponieważ był dalekowzroczny i uśmiechnął się, bawiąc się guzikiem.
-Tak, mama Ci przyszyje, jak wrócimy do domu, tylko nie zgub go na próbie.

Michael spojrzał w lusterko i dodał gazu. Przed nim rozpościerała się szeroka i pusta droga stanowa numer 10. Czuł się jak król na drodze. Spojrzał na chwilę na radio i wcisnął przycisk. Niestety radio nie odbierało, słychać było tylko szum i trzeszczenie.
-Michael, wyłącz to, strasznie zgrzyta- powiedział ojciec, wciąż przyglądając się guzikowi.

Ciemnowłosy znów przyjrzał się przyciskom. Wyszukał odpowiedni klawisz i nacisnął go, a stacja nagle zmieniła się i w głośnikach zabrzmiała piosenka ACDC „Highway to hell”. Mike uśmiechnął i się ponownie rozsiadł w fotelu. Zerknął na drogę i zesztywniał.

W ułamku sekundy przed nim wyrosła jak spod ziemi kobieta z wózkiem na przejściu dla pieszych. Jak w zwolnionym tempie widział moment jak kobieta odwraca głowę w jego stronę i otwiera szerzej oczy, jej źrenice zwężają się do rozmiarów główki od szpilki. Powoli otwiera usta, by wydobyć z siebie krzyk, ale nie zdąża.

Samochód zatrzymał się kilka centymetrów od wózka z jej dzieckiem. Michael oddychał szybko i nierównomiernie. Miał sztywne ramiona, a jego wilgotne od potu ręce ściskały kierownicę. Oczy miał szeroko otwarte, wciąż wpatrywały się w jeden punkt, w wystraszoną twarz kobiety.

Leslie zbierał się obolały z deski rozdzielczej.
-Jay, nic Ci nie jest?
-Nie, co się stało?- spytał chłopak, podnosząc się spod fotela Mike’a. Ojciec spojrzał na swojego starszego syna, oczekując jakiś wyjaśnień, ale ten nie mógł wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
-Przesiądź się- powiedział poważnie, wychodząc z samochodu. Mike powoli dochodził do siebie. Otworzył drzwi Mustanga i poszedł na miejsce dla pasażera. Usiadł w fotelu i zamknął oczy. Zacisnął pięści i próbował się uspokoić, a samochód ponownie ruszył. Westchnął tylko, bo zirytowało go, że ojciec nie chce mu pozwolić na dalszą jazdę. Powinien raczej się cieszyć, że zdąrzył tak szybko zareagować, bo przecież mogło być znacznie gorzej.

Cała trójka weszła na aulę. Jason wbiegł na scenę i zniknął za kurtyną. Michael usiadł z tyłu na krześle i wyciągnął telefon z kieszeni, poczuwszy wibracje.
„Brad 16:02.
Ej, stary, dziś wieczór lans bounce po mieście twoją nową bryką. Laseczki nasze! Chill”


Michael uśmiechnął się sam do siebie i schował telefon. Przeczesał swoje czarne włosy palcami i położył nogi na siedzeniu przed nim.
-Mike, zdejmij te nogi- rozkazał ojciec, siadając obok niego. Chłopak wywrócił oczami i założył słuchawki. W uszach zabrzmiał delikatny i melodyjny głos wokalistki Evanescence.

Zamknął oczy i zanurzył się w swojej ulubionej piosence. Jego zielonkawe buty DC ruszały się delikatnie w rytm rockowej muzyki, a jaskrawe żółte sznurówki, które zwisały po bokach niechlujnie kołysały się, niczym na wietrze. Ułożył ręce tak, jakby trzymał niewidzialną gitarę i zaczął grać, według tego co słyszał przez słuchawki.

Nagle ktoś złapał go za bark i potrząsnął nim. Ciemnowłosy otworzył oczy, zdjął słuchawki i spojrzał w górę. Jego ojciec uśmiechał się do niego i kiwał ręką.
-Idziemy, Mickey.
< http://crysis.wrzuta.pl/a...ring_me_to_life >

Michael powłócząc nogami szedł za ojcem i uradowanym bratem. W jednym uchu wciąż miał słuchawkę, więc wystukiwał rytm na biodrach. Gdy byli już na parkingu Leslie zatrzymał się i spojrzał na swojego starszego, ale jakże niedojrzałego jeszcze syna z uśmiechem i troską. Wyciągnął z kieszeni kluczyki z samochodu i rzucił w powietrze. Przechodzący obok niego Michael odruchowo je złapał i spojrzał pytająco na mężczyznę. Zrozumiał. Uśmiechnął się szeroko i pobiegł do samochodu. Otworzył drzwi i rozsiadł się ponownie w wygodnym fotelu kierowcy. Ustawił sobie lusterka, a wtenczas Leslie i Jason usiedli w Mustangu. Przekręcił kluczyk w stacyjce i wycofał umiejętnie. Chciał pokazać ojcu, że go nie zawiedzie ponownie i spisze się najlepiej jak potrafi. Wyjechał z parkingu i ruszył w kierunku drogi stanowej numer 10. Nie jechał szybko, ale wystarczająco by czuć się usatysfakcjonowanym ze swojej jazdy. Drzewa i domy tylko uciekały po obu jego stronach, nie skupiając na sobie jego uwagi. Patrzył ze skupieniem na drogę.
„Bring me to life”, zabrzmiała muzyka w uchu.

Rockowe brzmienie sprawiło, że Michaelowi podskoczyła adrenalina we krwi. Delikatnie docisnął gazu tak, by jego ojciec tego nie poczuł. Miał ochotę już wjechać na autostradę i mknąć po niej z zawrotną szybkością. Powoli zbliżał się do zakrętu.
-Zwolnij, Mike- poprosił go ojciec.

Ten jednak nie posłuchał. Zamiast tego docisnął jeszcze pedał gazu, zwiększając tym samym obroty silnika i prędkość samochodu. Mustang zawył groźnie. Jego buczenie było tak przyjemne dla wolnego ucha Michaela, że nie potrafił się oprzeć, by jeszcze bardziej go popędzić.
-Mike, proszę Cię, zwolnij- powtórzył Leslie. Ściskał nerwowo siedzenie i wpatrywał się swoimi ciemnymi oczami w syna, który uśmiechał się zawadiacko. Dla niego to była zabawa, tymczasem Leslie zaczynał się niepokoić.

Zakręt coraz bliżej. Błyszczące żółte barierki odbijały blask ksenonowych świateł Mustanga. Lesliemu wydawało się, że Mike jedzie znacznie szybciej niż w rzeczywistości, ale istotnie, jechał szybciej niż powinien.

Naprzeciwko pojawiły się inne światła, innego samochodu. Oślepiły Michaela, wpędzając go w chwilową dezorientację i strach. Lewą ręką przysłonił oczy, by cokolwiek zobaczyć, ale już nie widział nic. Zdawało mu się, że płynie, że nie panuje nad sobą i pojazdem, traci nad nim kontrolę. Krzyknął i mocniej ścisnął kierownicę. Czuł jak tylne koła samochodu tracą przyczepność na asfalcie i zjeżdżają na pobocze.
-Mike, nieeee!!!

Białe światło powoli zaczęło słabnąć. Michaelowi zdawało się, że otaczająca go powoli ciemność jest silniejsza od bijącego z daleka światła i pochłonie go zaraz całego. Jednak gdzieś na końcu, gdzieś w oddali zobaczył sylwetką. Nie widział twarzy, tylko zarys. Postać zniknęła i pojawiła się twarz matki Michaela, była smutna, do oczu napływały jej łzy. Po chwili i ona zniknęła i zamiast niej zobaczył siebie i Joanne, jak grają razem na pianinie. Śmieją się przy tym i dobrze bawią. Obraz rozmazał się i przed oczami Michaela stanęli jego przyjaciele. Brian i Brad trzymali deskorolki, a Chester piłkę. Machali do niego, jakby się z nim żegnali. Michael nic z tych obrazów nie rozumiał, czuł się zagubiony i zdezorientowany. Bał się.

Nagle białe światło całkiem zniknęło.

Mike otworzył oczy i potrząsnął głową. Usłyszał swój przyspieszony głośny oddech. Spojrzał w prawą stronę i zobaczył bladego jak ściana ojca, który trzymał się kurczowo fotela. W pewnym momencie Leslie odpiął pas i zmarszczył czoło.
-Mike, co z tobą do cholery, chcesz nas zabić?!
-Ja…- zająknął się.
-Tato, ja chcę żebyś ty prowadził samochód- mruknął przerażony Jason. Odpiął pas i masował swój brzuch, który chwilę temu został mocno ściśnięty.
-Ja nie wiem, co się stało, ja…- tłumaczył się.

Ktoś z tyłu zatrąbił głośno. Mike spojrzał w lusterko i zrozumiał, że stoi na środku drogi za zakrętem.
-Jedź!- krzyknął na niego ojciec. Leslie przetarł spocone czoło i oparł głowę o zimną szybę samochodu.

Michael drżącą ręką wrzucił bieg i ruszył. Dojechał do zjazdu na autostradę i zatrzymał się, by obejrzeć się za siebie i sprawdzić, czy ma wolny pas. Już oddychał spokojnie, ale był zły na siebie, że jest taki nieodpowiedzialny i niedojrzały. Zachował się jak gówniarz. Chciał przeprosić ojca za swoje szczeniackie zachowanie, ale wiedział, że w tej chwili żadne słowa nie pomogą. Leslie już nie da mu samochodu, a co gorsze nie zaufa mu.

Nagle coś z wielką siłą uderzyło w Mustanga z tyłu- noga Michaela gwałtwonie ześlizgnęła się z pedałów i samochód zgasł, popchnąwszy od tyłu ruszył do przodu. Jay upadł pod siedzenie, a Leslie uderzył głową w przednią szybę.

Mike usłyszał klakson. Długi i przeraźliwy. Obejrzał się w lewo i zobaczył światła. Jasne, oślepiające światła, które zdawały się być przepastną paszczą jakiegoś potwora, którego jedna szczęka dotykała ziemi, druga znikała w niebie. Mike nie zdążył nawet krzyknąć, momentalnie, w ułamku sekundy chwycił za kluczyk w stacyjce, ale nie zdążył go przekręcić. Ciężarówka uderzyła w Mustanga z wielką siłą, wypychając go do przodu i miażdżąc doszczętnie.

I wtedy już nic nie miało znaczenia. I wtedy już nic nie zostało.
_________________
Chcesz wrzucić gdzieś swoje opowiadanie? Wejdz na http://podziemieopowiadan.pl/forum/index.php
awangarda
 
 
 
$Shady. 
V.I.P. SC
B3



Ulubiony Dodatek TS2: Osiedlowe życie
Pomogła: 67 razy
Wiek: 21
Dołączyła: 21 Lut 2008
Posty: 565
Skąd: HollyŁódź
Wysłany: 26-02-10, 17:52   

Doskonale znasz moją opinię o tym opowiadaniu. Jest świetne, leć z tym do jakiegoś wydawnictwa czy coś xd
Generalnie super, choć muszę przyznać że ten odcinek niezbyt przypadł mi do gustu. Jakiś taki.. Mało dość się dzieje. No ale ok. Czekam na więcej i w ogóle ;p
I jeszcze takie pytanie, w następnych odcinkach będzie więcej Chestera? xd
_________________
 
 
 
Nicky 
The Best of the Best
Łowca Dusz



Pomogła: 54 razy
Wiek: 28
Dołączyła: 28 Wrz 2006
Posty: 1233
Skąd: z odległej galaktyki
Wysłany: 26-02-10, 18:45   Odcinek 20

Będzie więcej Chestera, myślę nawet, że niedługo wysunie się na prowadzenie ;p Wiem ten odcinek był byle jaki, ale kurde, nie chciałam przedstawiać historii Mike'a jako zwykłego opowiadania, wolałam posłużyć się czymś takim. Poza tym był już napisany i nie miałam go gdzie wstawić, a akurat wtedy miałam 0 odcinków ;p Właściwie muszę chyba przyznać, że znaleźliśmy się na półmetku.


Odcinek 20
Cichy myśliwy
Niedziela


Mia Boorman siedziała zakneblowana w ciemnym pomieszczeniu, które śmierdziało zgnilizną. Oczy, które przyzwyczaiły się już do ciemności, mimo wszystko nie potrafiły dostrzec drzwi, którymi mogłaby ewentualnie uciec. Krew z nosa zaschła, pomieszana razem z łzami i potem. Ubrana była tylko w majtki i za duży koszykarski podkoszulek. Dziewczyna nie miała siły nawet siąknąć nosem. Była wyczerpana i wpół świadoma tego, co się dzieje. Nie wiedziała, czy czuje zimno, ból, czy strach. Od momentu, gdy obudziła się w tym koszmarnym miejscu nie potrafiła odróżnić emocji od bólu fizycznego. Nie była sama do końca pewna, czy jeszcze żyje- miała wrażenie, że śni, że skoro nic nie czuje to znaczy, że za moment się obudzi w ciepłym łóżku. Nic takiego jednak się nie wydarzyło.

W pewnej chwili ktoś wszedł do pomieszczenia i zapalił światło. Dziewczynę oślepiło jasne światło żarówki, wiszącej pod sufitem. Przez przymrużone powieki zobaczyła kamienie na ścianie, jakby znajdowała się w jakiejś piwnicy, albo kamiennym domku. W pomieszczeniu był stół i dziwne narzędzia. Ona przywiązana była grubym sznurem do spleśniałego kaloryfera, na którym znajdowały się jeszcze miliony innych rzeczy, o których wcale nie chciała myśleć, a nawet na nie patrzeć.

Przy stole krzątał się mężczyzna w kominiarce. Odwrócił się do dziewczyny przodem i uśmiechnął się. Dziewczyna mogłaby przysiąc, że te ciemne, bezwzględne oczy już gdzieś widziała. Podciągnął rękawy, zdjął zegarek i pogłaskał ja po policzku. Patrzał chwilę w jej piękne, błękitne oczy, nie mogąc się od nich oderwać, ale w końcu wstał i podszedł do stolika z narzędziami. Wziął do ręki zakrwawiony skalpel i przejrzał się w nim. Opłukał go w umywalce i położył na czystej serwetce.
-Kocham kobiety- powiedział donośny, ale jeszcze chłopięcy głos- Mam na ich punkcie bzika.

Mia zadrżała. Czuła, że za chwilę nastąpi najgorsze. Mężczyzna odwiązał swoją ofiarę i położył ją na stole i przykuł kajdankami do metalowych nóg. Wziął do ręki nożyczki i rozciął koszulkę. Mia wysiliła się na krzyk, miała nadzieję, że coś ją uratuje. Był to jednak ostatni krzyk jaki z siebie wydobyła.

A potem światło zgasło.

******


Jak na tą porę roku było wyjątkowo ciepło. Delikatny orzeźwiający wietrzyk ledwie muskał podłużne liście drzew palmowych wprawiając je w delikatny ruch. Jednak żadne ptaki nie oczarowywały swoim łagodnym śpiewem, żadne psy nie szczekały, nie biegały po parku, dzieci nie jeździły na rolkach, dorośli nie spacerowali długimi alejkami. Było zupełnie pusto. Pusto i cicho. Tylko Joanne siedziała na chłodnej trawie rzucając drobnymi kamyczkami w lustrzaną taflę niewielkiego parkowego stawu, po którym nawet nie pływały kaczki. Bynajmniej ta niepokojąca cisza wcale jej nie drażniła. Czuła się bezpiecznie, z dala od ludzkich spojrzeń i pytań. Beznamiętnie wpatrywała się w jakiś niezidentyfikowany punkt swoimi szklistymi piwnymi oczami, oddychając miarowo. Choć ręce lekko drżały jej serce biło biło wolniej niż zwykle, jakby brakowało mu sił by pracować, jakby było zbyt obciążone by jakoś funkcjonować. Głuche pukanie w klatce piersiowej zdawało się być tylko delikatnym trzepotaniem skrzydeł, a nie jak zwykle silnym i mocnym uderzeniem.

Położyła się powoli na trawie, czując jak chłód ziemi przenika przez ubranie do jej delikatnego ciała. Zakryła dłońmi twarz i przełknęła ślinę, czując jak coś chwyta ją za gardło i kuje, a oczy wilgotnieją. Zdawało jej się w tej chwili, że jest zupełnie sama na tym świecie, że jest jedynym człowiekiem na ziemi. Jest sama jak palec. Nie ma do kogo się zwrócić, z kim porozmawiać, na kogo patrzeć i dla kogo się uśmiechać. Czuła się właśnie tak. Nie była pewna, co nią kieruje, ale wiedziała, że bardzo jej kogoś brakuje, że część jej życia została oderwana i schowana gdzieś głęboko, dokąd nikt nie może dotrzeć. Za wszelką cenę chciałaby odnaleźć ja i znów złączyć z resztą, jednak zupełnie nie wie, dokąd się wybrać, lub gdzie zacząć szukać. Czuła się bezradna i zagubiona.

Po chwili otworzyła oczy i spojrzała w niebo pokryte stalowymi chmurami. Wygląda na to, że zapowiada się na deszcz. Podniosła się z ziemi i otrzepała z trawy. Niechętnie rozejrzała się dookoła, zupełnie nie wiedząc, w którą stronę pójść. W końcu zwróciła się w stronę domu i powoli ruszyła, powłócząc smętnie nogami.

Nagle usłyszała krzyk jakiejś kobiety. Szybko rozejrzała się dookoła i przez zarośla zobaczyła jakieś gwałtowne ruchy. Podeszła do zarośli cicho i rozdzieliła gałązki dłońmi, tak by mogła przez nie zajrzeć, co dzieje się po drugiej stronie na innej alejce. Po plecach przeleciał ją zimny dreszcz. Przeraźliwy krzyk kobiety wdarł się przez uszy do jej głowy, zostawiając straszliwe echo. Joanne wytężyła wzrok i zobaczyła to. Cała zesztywniała, a usta opadły jej bezwładnie. Młody chłopak w niebieskiej bluzie szarpał jakąś bezbronną dziewczynę i krzyczał na nią, żądał od niech jakiś rzeczy, których Jo nie rozumiała. Szybko jednak wstała i przedarła się przez zarośla, próbując powstrzymać zbira.
-Co Ty robisz, do cholery?!- wrzasnęła, a mężczyzna uniósł głowę, spoglądając na wściekłą, ale zaskoczoną blondynkę i puścił kobietę, która upadła na asfalt.
-Nie mieszaj się do tego- mruknął ponuro, po czym chwycił leżącą ofiarę za nadgarstek i mocnym szarpnięciem nakazał jej wstać, a ona jęknęła.
-Jake, puść ją!- ryknęła Joanne, podbiegając do niego i chwytając go za ręce. Przez chwilę szarpali się tak we trójkę, ale pierwszej udało się wyswobodzić ofierze, która przewróciła się, ale szybko zebrała i uciekła w nieznanym kierunku. Czarnoskóry chłopak mocno odepchnął Joanne, która przewróciła się i uderzyła głową o kant ławki. Przez chwilę nie mogła dojść do siebie, czuła jakby całkowicie straciła grunt pod nogami, przed oczami wszystko wirowało, a w uszach huczało.
-Hej!- ktoś krzyknął z boku.

Jacob zerknął w bok zupełnie obojętnie, jakby niczego się nie bał i niczym nie przejmował. Chester i Brian dobiegli do Jo. Chester popchnął czarnoskórego chłopaka i z groźnym wyrazem twarzy spytał:
-O co Ci chodzi?!

Brian kucnął przy Jo. Wytarł jej cieknącą z czoła krew i spytał, czy wszystko ok, a ona pokiwała powoli głową. Jake niewzruszony zacisnął szczękę i zmrużył oczy. Uniósł delikatnie głowę do góry i włożył lekceważąco ręce do kieszeni, przybierając cwaniacką postawę. Wściekły Chester co chwilę zaciskał pięści i rozluźniał je, by jakoś chociaż próbować się uspokoić, próbować się powstrzymać przed uderzeniem byłego przyjaciela. Zmarszczył czoło i nie wytrzymał, krzyknął:
-O co Ci do cholery chodzi, Jake?! Przyjaciół tak traktujesz?!
-Niech nie wpycha nosa w nieswoje sprawy- mruknął Jake i założył kaptur niebieskiej bluzy na głowę.

Chester zupełnie nie wiedział o co chodzi, rozłożył szeroko ręce i prychnął. Spojrzał na Joanne, która dochodziła do siebie i znowu się wkurzył:
-Jescze raz tak potraktujesz moją siostrę to będziesz miał ze mną do czynienia- wystawił palec wskazujący i przystawił go do twarzy ciemnoskórego chłopaka, który wciąż był obojętny na to wszystko- Wtedy już całkowicie zapomnimy o przyjaźni.
-Nasza przyjaźń już dawno przestała istnieć- odburknął Jacob- Szczególnie jak Mike wszedł w szeregi Bloodsów i prawie postrzelił Tamarę.
-Co zrobił?!- Joanne w jednej chwili poderwała się na nogi i podskoczyła do swojego oprawcy- Mike?!

Chłopak prychnął i uśmiechnął się kpiąco. W jego ciemnych oczach pojawił się tajemniczy błysk, który zdradzał jedynie zaciekawienie tym, że nie mają z przyjacielem żadnego kontaktu.
-Mike wstąpił do gangu?!- powtórzyła z niedowierzaniem Joanne. W jednej chwili całkowicie oprzytomniała i widząc kpiący uśmieszek Jake’a, zbladła nie mogąc uwierzyć w bezmyślność Mike’a.
-Mike postrzelił Tamarę?- spytał Chester, równie zdziwiony co reszta. Jake’owi zszedł uśmiech z twarzy i pokiwał tylko głową i odwrócił się. Chester złapał go za rękaw i gwałtownie odwrócił do siebie, ale ten popchnął go i zmarszczył brwi. Ich przyjaźń naprawdę przestała istnieć. Most między nimi spłonął doszczętnie, a razem z nim szansa na znalezienie jakiegokolwiek porozumienia. Kiedyś przecież byli sobie tacy bliscy, trzymali się razem, a teraz zachowywali się jak śmiertelni wrogowie. W istocie się nimi stali w momencie, gdy Mike wstąpił do wrogiego klanu.

Chester spojrzał na Joanne, która patrzyła na niego przerażona. Nie wiedział jak powinien się zachować, co powinien zrobić, był zupełnie tak samo zaskoczony jak oni. Mieli dopiero 18 lat, choć życie nieźle dało im w kość to zawsze zachowywali się jakby byli dużo starsi, a teraz… Ich działania były coraz bardziej radykalne i nierozważne, odbiegające od typowego życia nastolatków. Powoli te sytuacje zaczynały ich przerastać.
- Co? Teraz już wiesz, że musimy go stamtąd wyciągnąć?- spytała Joanne, chwytając Brada za rękę, ale patrząc bratu w oczy. Chester pokiwał głową i westchnął.
Wszyscy powoli ruszyli w kierunku domu.

******


-CO ty robisz?- spytał Ches, patrząc jak Jo, wkłada do plecaka ubrania i prowiant.
-No, zbieram się- spojrzała na niego jak na głupka i rozłożyła ręce w geście niezrozumienia.
-Ty zostajesz, pójdę sam- warknął- zakładając jej plecak na ramię i wychodząc z pokoju.
-Nie ma mowy!- krzyknęła, wybiegając za nim.
-Zwariowałaś? Nigdy nie pozwolę Ci iść do ćpunów, gangsterów i kurw, jeszcze zrobią Ci krzywdę- powiedział na odchodne i zszedł po schodach.
-Muszę z nim porozmawiać, wszystko mu wyjaśnić!- Zbiegła za nim.
-A jak matka wróci z pracy to ciekawe co sobie pomyśli? Dwójka jej gówniarzy uciekła z domu, chujowy synalek zdemoralizował cudowną córeczkę- mruknął i z kpiącym uśmiechem spojrzał na swoją naburmuszoną siostrę- Musisz tu zostać żeby mnie kryć, albo raczej potwierdzić, że po raz kolejny uciekłem z domu- dodał uszczypliwie i wyszedł z domu, zostawiając wściekłą Joanne samą.

Założył plecak na ramię i powłócząc nogami ruszył przed siebie. Dobrze wiedział dokąd zmierza- na dworzec kolejowy. Od samego początku podejrzewał, że Mike się tam ukrywa, bo razem kiedyś odkryli tamto miejsce, wtedy jeszcze oblężone przez narkomanów.

Przez stalowe chmury po raz pierwszy przedarły się żółto-czerwone promienie popołudniowego słońca, oświetlając niewielkie polany i tereny budowy, które znajdowały się niedaleko dworca. Chester rozpiął bluzę i podwinął rękawy, bo zrobiło się jeszcze cieplej. Szybko zbiegł ze stromej górki, a przed nim pojawił się wielki nowoczesny budynek, z którego dochodziła masa różnych dźwięków.

Wszedł głównym wejściem na stację i kamiennymi schodami ruszył w kierunku głównego peronu. Mimo tłumu ludzi niezauważenie przeskoczył przez bramki i zbliżył się do torów. Upewniwszy się, że pociąg nie jedzie zeskoczył na tory i przeszedł na drugą stronę na chodnik. Zignorował pomrukiwanie i dziwne rozmowy na temat chłopaka wchodzącego do tunelu i w ciemnościach znalazł właz- otworzył go powoli i wszedł do środka. Na ścianie wymacał kontakt i zapalił światło. Uśmiechnął się na widok ich starej kryjówki. Przeszedł się po pomieszczeniu i zerknął na graffiti na ścianach. Mruknął z zachwytu. Zawsze wiedział, że w Mike’u drzemie wielki talent. Na kanapie obok plecaka przyjaciela zobaczył damski czarny stanik rozmiar C. Wziął go do ręki i zaśmiał się sam do siebie.

Nagle właz otworzył się szerzej i do środka wpadła młoda dziewczyna z długimi ciemnymi włosami. Chester podniósł głowę i spojrzał na nią zaskoczony. Jednak ona zobaczywszy Chestera była jeszcze bardziej zdziwiona jego obecnością. Stanęła w miejscu z grymasem na twarzy i szeroko rozłożonymi rękami.
-Przepraszam bardzo, kim jesteś i co tu robisz?
-O to samo mógłbym spytać ciebie- mruknął, patrząc na nią z politowaniem- Chociaż nie, w sumie Ty tu możesz mieszkać- Zmierzył ją wzrokiem po czym zaśmiał się cicho. Dziewczyna podeszła i trzepnęła go w głowę.
-Co to ma być? Nie jesteś u siebie, a teraz wynocha!

Megan założyła ramię na ramię i zmarszczyła swoje gęste ciemne brwi. Chester pogłaskał się po skroni i niezadowolony zapytał:
-Ale za co?
-Za chamstwo, gburze jeden! Wynocha mi stąd! Wracaj do swojej komórki!
-Jakiej komórki?
-No spadaj skąd przyszedłeś, ćpunie!
-Nie jestem ćpunem!- wrzasnął i wstał. Był trochę wyższy od niej, więc spojrzał na nią lekko spod byka i popchnął- Co Ty tu robisz?! Kim Ty w ogóle jesteś żeby rozporządzać się tak po mojej kryjówce?- zakpił.
-Twojej kryjówce? Chyba kpisz! Co obsikałeś sobie to przed chwilą?!
-Nie, byłem tu już dawno z przyjacielem, ale widzę, ze ty po sobie zostawiasz ślady, lalko- zakpił, podnosząc palcem wskazującym czarny stanik. Megan zrobiła się czerwona na twarzy, nadęła policzki jak chomik i wyrwała szybko swoją bieliznę, po czym kopnęła Chestera z całej siły w krok, a ten chwycił się za obolałe miejsce i zgiął wpół i zaklął siarczyście.
-Nie dość, że ćpun to jeszcze zboczeniec! I nie mów do mnie lalko!- ryknęła i schowała stanik do kieszeni- Mike Cię zaraz pogoni, padalcu jeden, ty!- zniknęła za włazem. Chester podpierając się kanapą wstał i kulejąc wyszedł z klitki.
-Ej, Mike to mój kumpel!- krzyknął za nią, ale ona nie zatrzymała się tylko wybiegła z tunelu i pobiegła na peron. Chester znów zaklął i pobiegł za nią, wciąż czując ból w kroczu. Wskoczył na peron chwilę przed tym jak reflektory pociągu zabłysnęły w tunelu. Przeskoczył bramki i ruszył schodami na górę. Dziewczyna na chwilę zniknęła mu z oczu, ale gdy pokonał zakręt zobaczył ją wybiegającą z dworca. Było już ciemno, zapadł zmierzch, ale Ches dostrzegł, że wsiadła do czarnego samochodu, stojącego na poboczu. Ruszył z piskiem opon. Chester szybko wyciągnął rękę do góry, a tuż przed nim zatrzymała się żółta taksówka.
-Za tym czarnym vanem, tylko szybko!- krzyknął siadając po środku i patrząc, czy samochód za bardzo się od niech nie oddala. Czarna beemka skręciła na wjazd na drogę stanową numer 110. Jechała bardzo szybko, ale żółta taksówka choć zostawała z tyłu nie traciła dużego samochodu z oczu. Nagle czarne BMW przecięło gwałtownie dwa pasy i zjechało z autostrady. Latynoski taksówkarz panikując mocno chwycił za kierownicę i przekręcił ją gwałtownie w prawo. Taksówka już znajdowała się na zjeździe, a Chester na podłodze, tuż za siedzeniem kierowcy. Blondyn podniósł się szybko i znów wyszukał wzrokiem czarny samochód, który umiejętnie lawirował między innymi pojazdami. Na rozjeździe skręcił w prawo na aleję Allison i tam się zatrzymał pod dużym budynkiem. Dziewczyna wysiadła z samochodu i weszła do środka, przybijając piątkę z ochroniarzami. Chester nakazał taksówkarzowi zatrzymać się na początku alei. Zapłacił mu i wyszedł. Stanął przy jakimś kiosku i obserwował wejście do budynku, przy którym stało dwóch dużych czarnoskórych mężczyzn. Nagle zaraz za taksówką zatrzymał się srebrny Jaguar. Chester odwrócił się i uderzył się w czoło, bo taki samochód od razu zwrócił uwagę ochroniarzy, który szeptali coś między sobą, patrząc w stronę Chestera, który stał jak kołek. Ze srebrnego samochodu wysiadła Joanne, a od strony kierowcy Brian.
-Co Wy tu robicie?!- krzyknął szeptem Ches.
-Jedyną osobą, która może mu przemówić do rozumu jest Jo- mruknął Brian podchodząc do Chestera- Stary nie mogliśmy cię zostawić samego.
-Jedynie pogorszycie sytuację- warknął blondyn, zerkając w kierunku ochroniarzy- Dobra idziemy, za bardzo zwracamy na siebie uwagę.
Chester ruszył do wejścia szybkim, stanowczym krokiem, a zaraz za nim Jo i Brian, którzy ledwie dotrzymywali mu kroku. Blondyn zwolnił, zbliżywszy się do ochroniarzy i zwrócił się w kierunku wejścia.
-Chwileczkę- mruknął wyższy i szczuplejszy bramkarz. Obaj zaczęli dokładnie przeszukiwać Chestera i resztę. W ten czas blondyn zastanawiał się co jest w środku tego budynku. Przez lekko uchylone drzwi nic nie zobaczył, ale usłyszał głośne krzyki, hałasy i mocne basy, a jego nos mówił mu, że w środku kłębił się nie tylko papierosowy dym- a przecież był specem w tej dziedzinie. Gdy ochroniarze puścili ich, powoli otworzyli drzwi. Weszli do środka i zaskoczeni stanęli jak wryci, gdy zapach piwa i marihuany uderzył w nich z potworną siłą, zabierając dech.

[ Dodano: 27-02-10, 20:48 ]
namalowałam coś - jest na pierwszej stronie xd
_________________
Chcesz wrzucić gdzieś swoje opowiadanie? Wejdz na http://podziemieopowiadan.pl/forum/index.php
awangarda
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - Theme AbayGreen By DavVid
Najlepsze fora dyskusyjne w Polsce Najlepsze fora w Sieci! Analiza oglądalności witryny